20 czerwca 2016

But I Like It


W dzisiejszym poście pokażę Wam moje "najbrzydsze buty". Właśnie taki niechlubny tytuł nadał im mój mąż. Nie jestem jednak przekonana czy wiele dziewczyn się z nim zgodzi, bo właśnie te klapki wyprzedały się ze sklepu w ekspresowym tempie. Ok... może są specyficzne i odrobinę niedorzeczne, ale zdecydowanie mają w sobie to "coś" co przykuwa uwagę. Moją uwagę przykuły na tyle, że zdecydowałam się na ich kupno mimo, że klapek na obcasie do tej pory nie nosiłam. Przykuwają również uwagę przechodniów na ulicy. Nie wiem czy mają oni pozytywne czy negatywne odczucia na ich widok, ale jedno jest pewne - nie da się obok nich przejść obojętnie.

W związku z tym że postawiłam na "dające silne wrażenia estetyczne" obuwie, to resztę postanowiłam utrzymać stonowaną i klasyczną. Czarne rurki (ja sięgnęłam po podarte), białe body i czarna marynarka stanowiły idealne tło dla moich "ekscentrycznych" butów. 

Dziewczyny (i chłopaki też) powiedzcie co sądzicie o całości i o samych butach oczywiście! Pochwalcie się również czy same posiadacie w swoich obuwniczych kolekcjach jakieś przyciągające wzrok egzemplarze :)
 ♥
Sylwia
 
fot. gootex ♥

body - Bershka (TUTAJ/HERE)
jeans - H&M (TUTAJ/HERE)
torebka/bag - Paulina Schaedel (TUTAJ/HERE)
buty/shoes - H&M 
choker - DIY

15 czerwca 2016

Mom Jeans


Jeszcze kilka lat temu mom jeans były uważane za szczyt obciachu. Na takie "marchewy" w lumpeksach nawet nikt nie patrzył, więc Levi'sy o tym kroju pozostawały do wyprzedaży i można je było wtedy kupić za grosze (głównie po to by przerobić je na szorty). Obecnie jeansy w stylu tych, które nosiły nasze mamy na początku lat 90-tych to jeden z większych modowych hitów. Pokochałam je także i ja (mimo że mam szerokie biodra i teoretycznie nie powinnam ich nosić)

Oczywiście idealnej pary troszkę się naszukałam. Musiała mieć nie tylko krój, ale i kolor przywodzący na myśl dawne lata. Dodatkowo (inaczej niż zwykle) nie mogła być podarta i mieć rozsądną cenę. Warunków jak widzicie nie było mało. Na szczęście udało mi się znaleźć jeansy, które spełniały wszystkie kryteria. Mogę więc zaprezentować Wam moje idealne mom jeans, które zestawiłam z białą, falbaniastą bluzką oraz czarna marynarką (która w ostatnim czasie należy do grona moich ubraniowych faworytów).

A Wy dziewczyny lubicie mom jeans? Czy jednak uważacie je za obciachowe?
Sylwia

fot. gootex ♥

koszula/shirt - H&M (podobna TUTAJ i TUTAJ/similar HERE & HERE)
marynarka/blazer - Mango (podobna TUTAJ/similar HERE)
jeans - Pull&Bear (TUTAJ/HERE)
buty/shoes - Zara  (podobne TUTAJ i TUTAJ/similar HERE & HERE)
torebka/bag - Paulina Schaedel (TUTAJ/HERE)
choker - DIY 

13 czerwca 2016

Mam się w co ubrać!

W ostatnim poście wspomniałam Wam, że istnieje książka która pomogła mi zdefiniować jakie ubrania tak naprawdę lubię, a jakie były jedynie sezonową zachcianką. To dzięki niej od kilku tygodni z szafy przestały wysypywać się nienoszone ciuchy, a z moich ust już nie padają słowa "nie mam się w co ubrać". Niemożliwe? A jednak! Ta magiczna książka, która tak ułatwia "modowe życie", to "Slow Fashion. Modowa rewolucja" Joanny Glogazy czyli autorki bloga Style Digger.


O "Slow Fashion" słyszałam już od dawna, bo umówmy się - jak znana blogerka wydaje książkę to wszyscy w "środowisku" wiedzą. W pierwszym momencie zasugerowałam się tytułem i pomyślałam, że będzie to publikacja o tym, że warto inwestować w dobre jakościowo ubrania a nie wydawać pieniądze na poliestrowe śmieci. To wiedziałam już bez czytania, więc na początku nie byłam zbyt zbytnio zainteresowana zakupem owej książki. Jednak jakiś czas później na Instagramie Agnesy Adamczak zobaczyłam zdjęcie "Slow Fashion" w którym aż roiło się od stron pozaznaczanych kolorowymi karteczkami. Fotka opatrzona była komentarzem, że Asia Glogaza napisała książkę roku. Zachęcona pobiegłam do Empiku i tym razem bez wahania dokonałam zakupu. Miałam zamiar przeczytać ją z w trakcie podróży poślubnej w listopadzie, ale cóż... moje plany nie wypaliły. Szkoda mi było siedzieć w z nosem w książce zamiast podziwiać przepiękne widoki, zupełnie innego, egzotycznego świata jakim bez wątpienia jest Kuba. Ale przynajmniej i książka się na wycieczkę przejechała ;) A potem? Potem stała na półce baaaardzo długo, bo ciągle wydawało mi się że nie mam czasu by po nią sięgnąć. Na szczęście jakiś miesiąc temu miałam już dość patrzenia jedynie w ekran komputera, więc postanowiłam wygospodarować chwilkę na nadrobienie czytelniczych zaległości, bo w międzyczasie nieprzeczytanych pozycji troszkę się nazbierało i już niemal obrosły kurzem na półce (no dobra...wyolbrzymiam, bo jednak sprzątam w domu). 

Na pierwszy ogień poszło właśnie "Slow Fashion". Miałam ją czytać codziennie po rozdziale do poduszki, ale wciągnęła  mnie tak bardzo że zapomniałam o całym świecie i "pochłonęłam" w jeden wieczór. A efekty? Następnego dnia nie mogłam doczekać, aż wrócę z pracy do domu i zrobię porządki w szafie. Tym razem byłam wyjątkowo bezlitosna i pozbyłam się 3/4 moich ubrań i dodatków (bo w nich po prostu nie chodziłam). Dzięki temu teraz wyraźnie widzę co mam w szafie, więc mój poranny ubiór zajmuje dosłownie chwilę. Książka Asi pomogła mi zrozumieć, że tak naprawdę każda z nas posiada już świetne ubrania, które idealnie pasują do naszego stylu. Niestety giną one wśród całej masy tych niechcianych ciuchów (których z jakiś powodów się nie pozbywamy) i to właśnie powoduje powstawanie największego problemu każdej kobiety czyli "nie mam się w co ubrać". Tak bardzo podobały mi się efekty sprzątania w szafie, że z rozpędu zrobiłam również porządki na komputerze. A dokładniej w folderze z inspirującymi zdjęciami. Okazało się, że na fotkach które pozostawiłam dominują pewne trendy których nawet nie byłam świadoma. Zobaczyłam m.in. że (tak jak wspomniałam Wam w ostatnim poście) jestem jeansomaniaczką, że preferuję bluzki w kolorze białym i że bardziej podobają mi się jak są one wpuszczone w spodnie/spódnice niż jak z nich wystają. Niby pierdoły, ale dzięki nim moje "modowe życie" stało się dużo łatwiejsze.

W "Slow Fashion" nie znajdziecie żadnych rad w stylu "każda kobieta powinna mieć beżowy trench i małą czarną". Wręcz Asia sama przyznaje że takich "niezbędników z modowych poradników" w szafie nie ma. Ale  gwarantuję Wam, że dzięki lekturze tej książki stworzycie swoją garderobę marzeń. Ja teraz żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej! Na pewno uchroniłaby mnie przed kilkoma nietrafionymi zakupami w trakcie zimowych wyprzedaży. Jednak lepiej późno niż wcale i przynajmniej od teraz wiem jak zachować zdrowy rozsądek w trakcie tego całego "przecenowego szaleństwa". Polecam Wam "Slow Fashion" całym sercem i dodatkowo podpisuję się pod tym jeszcze rękami i nogami. A co! 

Mam nadzieję, że zainteresowałam Was tym całkiem długim jak na mnie wpisem. Ale może wśród Was są takie, które już przeczytały "Slow Fashion"? Jeśli tak koniecznie napiszcie jakie są Wasze wrażenia :)

PS. Teraz na rynku ukazała się kolejna książka Asi - "Slow Life". Ja już czekam niecierpliwe, aż będę mogła odebrać ją z paczkomatu i usiąść do czytania. Skoro "Slow Fashion" ułatwiło mi moje "modowe życie", być może "Slow Life" pomoże mi w tym rzeczywistym i jeszcze się okaże że to nieprawda, że "nie mam na nic czasu" ;)